Strona główna » Wiedza » Profilaktyka i leczenie » Witamina C. Otoczenie ma znaczenie

Witamina C. Otoczenie ma znaczenie

Zamieńmy się na chwilę w małego detektywa, który otrzymał niezwykłe zlecenie: czym różnią się preparaty z witaminą C. Bierzemy lupę, zakładamy czapkę Deerstalker z wygodnego Harris Tweedu, by upodobnić się do Sherlocka Holmesa i ruszamy między apteczne półki. Co my tu mamy? Witamina C w ogromnych dawkach, małych dawkach. Im wyższa półka jakości, tym jednak skład na etykiecie zaczyna się wydłużać. Lupa w dłoń: dzika róża, flawonoidy, nawet rutyna? Po co to wszystko?

Jak rasowy detektyw mamy już pewien trop, który chwytamy i kroczymy ostrożnie od jednego śladu, do drugiego. Zbieramy dowody, łączymy wątki niczym delikatne jedwabne nici, z wprawą doświadczonego tkacza dedukcyjnych opowieści. Siadamy wygodnie w fotelu i przyglądamy się zebranym dowodom.

Suplement, czyli uzupełnienie

Dowód pierwszy jest tak naprawdę osnową całej opowieści. Mieliśmy szukać suplementu, a czym tak naprawdę jest suplement? Holmes, drapiąc się pod swoim gustownym Deerstalkerem wyciągnąłby podręcznik do łaciny i odszukał słowo supplementum. Oznacza ono dodatek, uzupełnienie. Jeśli więc szukamy wartościowego suplementu diety, to powinien to być dodatek do naszych codziennych posiłków, który uzupełni je o ważne dla zdrowia składniki. Tylko jak uzupełniać to dobrze?

Bogata dzika róża

Skoro mamy uzupełniać dietę, to dobrze byłoby, żeby suplement był jak najbardziej naturalną jej częścią. Dociekliwy detektyw wyciąga w tym momencie kolejne dowody: naturalne źródła witaminy C. W Polsce, pośród najbogatszych źródeł witaminy C, są owoce dzikiej róży (250–800 mg/100 g świeżej masy produktu). Dla porównania, tak chwalona papryka lub pietruszka to odpowiednio 125–200 i ok 260 mg/100 g świeżej masy produktu[1]. Dzika róża zawiera nie tylko kwas L-askorbinowy. Występują w niej także witaminy A, B1, B2, B3, E oraz K. Owoce dzikiej róży są ponadto źródłem antyoksydantów także ze względu na zawartość bioflawonoidów[2].

Owoce pięknych dzikich róż pomagają także utrzymać prawidłowe funkcje układu pokarmowego, przyczyniają się do utrzymania prawidłowych funkcji nerek i pęcherza moczowego, wspomagają funkcje układu odpornościowego, pomagają utrzymać zdrowe i elastyczne stawy oraz wspomagają gojenie się ran.

Bioflawonoidy cytrusowe

Weźmy pod lupę kolejne, popularne, źródło witaminy C: cytrusy. Nie bez powodu kwas L-askorbinowy nosi nazwę witaminy C. Ta ostatnia literka ma kojarzyć się właśnie z cytrusami. Cechą wspólną, dzikiej róży, cytrusów i wielu innych owoców, warzyw oraz ziół są właśnie bioflawonoidy. To naturalne substancje, barwniki, pełniące między innymi funkcje ochronne dla roślin. Szacuje się, że do bioflawonoidów należy około 6000 związków chemicznych (nikt tego jeszcze dokładnie nie policzył, więc piszemy raczej o szacunkach pojawiających się w pracach na temat tych substancji). Badacze przypisują im między innymi działanie przeciwutleniające[3].

Uciekająca witamina C

Tu przechodzimy do kolejnego problemu związanego z żywnością i odpowiedzią na pytanie, czy w ogóle suplementy diety są nam potrzebne, skoro mamy tyle naturalnych źródeł choćby witaminy C. W idealnym świecie jemy świeże owoce garściami i zagryzamy je przed chwilą zebranymi z pola sałatkami. W świecie realnym podróż produktów roślinnych na nasze stoły jest dużo dłuższa, a na talerz trafiają przetworzone produkty. Co to oznacza w praktyce? Według danych opublikowanych w Pomeranian Journal of Life Sciences, straty witaminy C podczas obróbki kulinarnej mogą sięgać od 20% podczas przygotowywania surówek, aż do 50% w przypadku gotowania warzyw. Również długie przechowywanie warzyw i owoców oraz ich przetworów, zwłaszcza w nieodpowiednich warunkach, prowadzi do szybkiej utraty tej witaminy. Ważną rolę w przyspieszaniu utleniania witaminy C odgrywają również enzymy z grupy oksydaz (oksydaza polifenolowa i askorbinianowa oraz peroksydaza). Uaktywniają się one w przetwarzanych surowcach (przeciery, pulpy).

Antocyjany pod ochroną kwasu L-askorbinowego

Dociekliwy detektyw w tym momencie sięga po filiżankę herbaty, bierze orzeźwiający łyk i przygląda się kolejnej zebranej wcześniej poszlace, czyli badaniom na temat soku z dzikiego bzu[4]. Pokazują one bowiem jak ważne jest współistnienie witaminy C i bioflawonoidów. Jednym z nich są antocyjany. Z badania opublikowanego w czasopiśmie Plant Foods Human Nutrition wynika, że kwas L-askorbinowy chroni antocyjany przed utlenianiem podczas produkcji soku (degradacją oksydacyjną, gdy owoc był narażony na działanie tlenu podczas produkcji). Nie bez powodu zatem kwas L-askorbinowy jest określany przez przepisy dotyczące bezpieczeństwa żywności jako przeciwutleniacz.

Rutyna z natury

Kolejnym bioflawonoidem jest rutyna. Ona też naturalnie pojawia się w towarzystwie witaminy C. Przykładem jest choćby wspomniany już dziki bez czy aronia. Biorąc pod uwagę między innymi przeciwutleniające działanie rutyny[5], otrzymujemy logiczną odpowiedź dlaczego natura tworząc wiele roślin, zestawia ze sobą właśnie kwas L-askorbinowy i rutynę.

Otoczenie ma znaczenie

Przykłady te odnoszą się do naturalnych źródeł, nie do badań nad suplementami diety, ale wskazują na filozofię tworzenia dobrych produktów. Mają one uzupełniać nasze posiłki w możliwie efektowny i zbliżony do przyrody sposób. Bioflawonoidy cytrusowe, witamina C, dzika róża czy rutyna, to nie jest wymysł producentów, ale pomysł badaczy na to, by dostarczyć organizmowi potrzebnych składników. Nasza detektywistyczna przygoda dobiega więc końca, a efektem śledztwa może być stwierdzenie, że w przypadku witaminy C otoczenie ma znaczenie!