Strona główna » Wiedza » Profilaktyka i leczenie » Tamilskie kłącza aromatycznej historii imbiru

Tamilskie kłącza aromatycznej historii imbiru

Gdzie zaczyna się historia imbiru? Tak naprawdę trudno to ustalić jednoznacznie. Jest pokręcona jak sam korzeń tej leczniczej rośliny i burzliwa jak spotkanie wód Morza Arabskiego, Zatoki Bengalskiej i Oceanu Indyjskiego. To historia pisana w sanskrycie z wielką miłością do tego co można nazwać i do ulotnych znaczeń. Właśnie podróż przez językowe meandry prowadzi do źródeł imbiru. Botanicy określili bowiem tę roślinę łacińskim mianem Zingiber officinale. To ważny trop. Językoznawcy uważają bowiem, że Zingiber jest słowem znanym w języku tamilskim i pochodzi od ingiver. Jesteśmy więc na terenie Tamil Nandu, czyli indyjskiej prowincji, gdzie narodził się ów język, a zamieszkują go Tamilowie.

Tamilskie korzenie imbiru

Bawiąc się w etymologa (naukowca poszukującego historii słów) i trochę entomologa (badacz owadów), bo trzeba na chwilę zostać molem książkowym, dochodzimy do kolejnych wystąpień słów zbliżonych do Zingiber, najpierw w sprawozdaniach handlowych arabskich kupców, potem w starożytnej Grecji i Rzymie, a następnie w Zachodniej Europie, skąd wędrowały dalej po świecie. Wyobraźmy więc sobie słowo Zingiber, jak łódki rzucone na wody u wybrzeży Indii. Pchane wiatrami, prądami morskimi i ludzką potrzebą odkrywania docierają do kolejnych zakątków kuli ziemskiej. Trochę zmęczone podróżą, nieco odmienione. Zingiber na jednym brzegu ląduje jako za zanjabil (imbir w języku arabskim), na innym zenzero (włoskim) lub zangabi (perskim), gengibre (portugalskim), ginger (angielskim). To pozwala sądzić, że korzenie imbir ma w krainie Tamilów.

Przenieśmy się więc na moment do Południowych Indii, słonecznych wybrzeży obmywanych przez Ocean Indyjski i Morze Arabskie. Już 5000 lat temu stosowano tam imbir. Dziś znamy go głównie jako przyprawę, co ciekawe, tysiące lat temu był stosowany głównie w celach leczniczych. Hindusi uznawali go za mahaoushadhi „wielki lek”. Nic więc dziwnego, że imbir pojawiał się w starożytnych opracowaniach medycznych Charaki i Susrutha. W „Ashtangahridyam” (bardzo ważnym starożytnym tekście dotyczącym medycyny ajurwedyjskiej) autorstwa Vagbhatta, imbir polecany był, wraz z innymi ziołami, do leczenia obrzęków, dny moczanowej, oczyszczania skóry, niestrawności.

Imbirowy port w Quilon

O tym jak i gdzie był hodowany imbir wiemy dzięki zapiskom z podróży Rabbi’ego Benjamina Tudella. W jego relacjach hodowano i handlowano imbirem w okolicach portu w Quilon w stanie Kerala. Potwierdzał to także Marco Polo pisząc o skarbach Kerali „dobry imbir także rośnie tutaj znany jako imbir Quilon”. Z kolei podróżnik Friar Odoric opisywał Quilon jako port na skraju lasów paproci. Imbir uprawiano tam w ogromnych ilościach. Podróżnicy, marynarze, kupcy dobijający do brzegów Wybrzeża Malabarskiego znanego na świecie jako źródło pieprzu, twierdzili, że to miejsce obfitujące w imbir.

Początkowo monopol na handel i eksport imbiru mieli arabscy kupcy. Ich panowanie przerwał jednak Vasco da Gama w 1498. Jego wielka podróż morska do Indii zakończyła się sukcesem. Musiało minąć jednak 15 lat zanim da Gama zdołał wynegocjować licencję na handel imbirem. Wcześniej to Arabowie sprowadzali słynny korzeń do starożytnej Grecji i Rzymu.

Pierniczki z Rodos na dworze królowej Anglii

Ślady imbiru możemy odnaleźć w legendzie dotyczącej… piernika. W języku angielskim pierniki nazywane są „gingerbread”. Według jednej z historii pierniczki pieczono 2400 lat przed naszą erą na wyspie Rodos. Jeśli jest w tym kłącze prawdy, to już wówczas imbir docierał na stoły Greków. Jednak to nie w tym kraju pierniki zrobiły zawrotną karierę. Zgodnie z legendą przepis trafił do Egiptu a stamtąd do Imperium Rzymskiego. W średniowieczu zyskał popularność w Anglii. Do tego stopnia, że Anglicy wierzą, że pierniczki spopularyzowała królowa Elżbieta I. Małe, słodkie figurki rozdawane były jako prezenty dla królewskich dworzan na Boże Narodzenie. Do dziś święta te kojarzą się właśnie z piernikowymi łakociami i ozdobami.

Król Henryk VIII leczył imbirem swoich poddanych dziesiątkowanych przez „czarną śmierć”. Nie przynosiło to jednak efektów. Znacznie częściej można było usłyszeć dobre słowo o imbirze w angielskich tawernach, gdzie karczmarze dodawali sproszkowany korzeń do piwa.

Jeszcze wcześniej, bo w drugim wieku naszej ery w Rzymie nakładano już podatki na imbir, który trafiał na rynki Imperium przez port w Aleksandrii. Imbir pojawia się także w Koranie: „I będą krążyć pośród nich naczynia ze srebra i puchary z kryształu; Z kryształu i srebra dokładnie wymierzonego. Napoją ich tam z pucharu napojem z domieszką imbiru; Ze źródła zwanego Salsabil, które się tam znajduje.”

Zdrowie ukryte w korzeniu

Korzeń znany jest także medycynie chińskiej od tysięcy lat. Współcześnie wiemy o imbirze znacznie więcej:

  • wspomaga organizm w radzeniu sobie z reakcją zapalną
  • może sprzyjać równowadze hormonów zapalnych (prostaglandyn)
  • wspomaga funkcjonowanie układu odpornościowego
  • przyczynia się do utrzymania zdrowia naczyń krwionośnych
  • pomaga w utrzymaniu zdrowego serca
  • przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania układu pokarmowego
  • zmniejsza uczucie dyskomfortu (wymioty, zawroty głowy) podczas korzystania z pojazdów, podróżowania samolotem
  • pomaga w utrzymaniu ruchomości stawów
  • wspomaga prawidłowe funkcje dróg oddechowych
  • przyczynia się do zwiększenia energii
  • może zwiększać odporność na zmęczenie

Gdy więc widzimy świeży korzeń imbiru lub proszek albo suplement z wyciągiem warto zatrzymać się za chwilę, zamknąć oczy i delektując się zapachem orientalnej rośliny, wyobrazić sobie tamilski las kryjący niezwykłe kłącza.